Wierzyć mi się nie chce, że to już półmetek paznokciowej akcji. Przydałaby się jakaś impreza z tej okazji ;)
Dzisiaj u mnie raczej nietypowo, bo magnetycznie. Pokazywałam Wam już jak bardzo w zeszłym tygodni powiększyła się moja kolekcja i chyba nikt się nie zdziwi, że bardzo mnie ciągnie do testowania nowych nabytków. W ramach tygodnia w paski postanowiłam wypróbować lakier China Glaze Instant Chemistry z kolekcji Magnetix.
Do tej pory z lakierami magnetycznymi i magnesami miałam do czynienia tylko raz. Były to produkty firmy Essence i niestety nie udało mi się przy ich pomocy zmajstrować żadnego fajnego mani. Lakieru używam obecnie do stemplowania (spisuje się w tej roli nieźle), a magnes gdzieś sobie leży. Dla wszystkich nieobeznanych z tematem magnesów powiem, że lakier magnetyczny ma w sobie mikroskopijne metalowe drobinki. Zaraz po pomalowaniu paznokcia trzeba przysunąć nad niego specjalny magnes, żeby drobinki się poprzesuwały na wskazane miejsca. W ten sposób uzyskujemy odpowiedni wzór na płytce.
Obiecywałam sobie, że na magnesy z China Glaze nabrać się nie dam i proszę bardzo jaki wynik: 3-0 dla CG ;) W zasadzie to 4-0, bo jeszcze magnes musiałam oczywiście kupić. Wszystko przez Internet i blogujące kusicielki ;)
No ale trzeba wrócić do Instant Chemistry. Lakier już sam w sobie jest piękny, ma taki "mój" kolor. Do pełnego krycia wystarcza jedna sprawnie nałożona warstwa. Druga nie robi mu żadnej różnicy. Ponieważ na kilku paznokciach przy pierwszej warstwie zrobiłam prześwity (to nie był mój dzień na malowanie), miałam okazję sprawdzić czy jest różnica między "magnesowaniem" jednej i dwóch warstw. Nic takiego nie zauważyłam, na zdjęciach też różnicy nie widzę.
Po pomalowaniu paznokcia starałam się jak najszybciej przyłożyć nad płytkę magnes, przy okazji nie waląc nim po mokrym lakierze. Nie jest to zbyt proste zadanie, ale da się zrobić. Magnes od CG jest bardzo mocny i jeżeli szybko i sprawnie zadziałamy, to drobinki już po 5 sekundach tworzą wzór. Ale na wszelki wypadek trzeba potrzymać magnes trochę dłużej. Jak możecie zauważyć na zdjęciach wzór tworzy się na środku paznokcia, podejrzewam, że przy płaskiej płytce miałby większy zasięg. Mimo, że po bokach paseczków nie widać, to całkowicie mi to nie przeszkadzało, momentami nawet trudno było to zauważyć.
Przy okazji robienia paznokci miałam okazję zobaczyć fizykę w akcji. Jeżeli lakier jest wystarczająco mokry, tworzy dosyć grubą warstwę, a magnes znajduje się od niego 1-2 mm, to zaczynają działać czary. Na lakierze robi się wzgórek, który "podskakuje" do magnesu. Fajny widok, niestety zostawia to ślad na lakierze, dlatego też trzeba trochę wprawy w obsłudze.
Z nałożeniem topa też trzeba uważać. Niestety Poshe na palcu "zdjęciowym" środkowym zrobił mi niemiłą niespodziankę i lekko rozmazał paski. Ponieważ z uporem maniaka staram się pokazywać Wam jak najpiękniejsze zdjęcia, to paznokieć poszedł do poprawki.
Nie wiem co sądzić o trwałości lakieru. Dziewięć palców przeżyło dwa intensywne dni bez uszkodzeń (na niektórych lekko starte końcówki), natomiast na jednym paznokciu lakier mi odprysnął i to całkiem mocno. Dopuszczam możliwość, że po odtłuczeniu dotknęłam jednak ten paznokieć pokremowanym paluchem ;)
Zdjęcia w słońcu.
Po dwóch intensywnych dniach końcówki trochę się starły, zwłaszcza na serdecznym palcu.
I jeszcze zdjęcia magnesu.
Czerwony kolor ułatwia znalezienie ;) Na wierzchu wzory, które można uzyskać. To coś koło pasków to rozpuszczony lekko plastik. Tak się spieszyłam przy robieniu mani, że nie popatrzyłam, gdzie odkładam magnes. Trafił na wacik ze zmywaczem, szkoda, że producent nie pomyślał o takich sytuacjach i nie użył czegoś odpornego na aceton i inne środki.
Podpórki ułatwiają przytrzymanie magnesu nad palcem bez walenia nim po świeżym lakierze. Fajny myk.






No comments:
Post a Comment