Ponad miesiąc temu pisałam Wam, że dostałam od
marki Virtual produkty do testowania. Niestety ktoś w firmie nie pomyślał i zamiast lakierów dostały mi się dwa pudry i podwójny cień.
Nie rozumiem polityki wysyłania kolorówki osobie prowadzącej bloga wyłącznie o lakierach. Możliwe, że nastąpiła jakaś głupia pomyłka przy adresowaniu, ale równie prawdopodobne jest, że marka Virtual nie przejmuje się co komu wysyła. Nie wiem która opcja jest prawdziwa, bo nie zgłaszałam tego firmie z dwóch powodów. Po pierwsze nie miałam ochoty czekać tygodnia czy dwóch na odzew (tyle czekałam poprzednio, bo firma jest zdaje się mocno "atakowana" przez blogerki ;>), a po drugie jeszcze bym musiała odsyłać rzeczy na mój koszt ;)
Postanowiłam zatem wziąć byka za rogi i oto moja pierwsza i najprawdopodobniej jedyna recenzja rzeczy nie związanych z paznokciami.
VIRTUAL PRESSED POWDER - ROCK ME BABY 140
Opakowanie jakie jest każdy widzi, nie zawiera żadnego puszka ani gąbki do nakładania. Po miesiącu stosowania kilka razy w tygodniu wygląda prawie tak samo jak nowe. Napisy są w stanie nienaruszonym.
Opis na opakowaniu:
Rozświetlająco-brązyjący puder do twarzy o dekoltu z dodatkiem drobinek brokatu. Idealny do podkreślania kości policzkowych. Najlepszy efekt uzyskuje się nakładając puder pędzlem.
Składniki (dla tych którzy się znają):
Talc, Mica, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Magnesium Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Palmitate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, [+/-] Synthetic Fluorophogopite, Cl 77891, Cl 77491, Cl 77492, Cl 77499, Tin Oxide.
Waga: 10 g
Cena: w okolicach 14 zł (sklepy internetowe)
nałożony palcem, żeby pokazać kolor
kilka warstw nałożonych pędzlem
Moje wrażenia:
Od miesiąca używam tego pudru do konturowania twarzy i mimo początkowych oporów jestem z niego całkiem zadowolona. Podchodziłam do niego sceptycznie ponieważ zawiera drobny brokat. Jako że mam skórę mieszaną, z tendencją do tłustej, wszelkie świecenie jest u mnie niemile widziane. Na szczęście po nałożeniu pudru na twarz brokatu nie widać.
Puder ładnie zgrywa się z moją skórą i co ważniejsze można stopniować końcowy efekt od ledwie zauważalnego podkreślenia kości policzkowych do wyraźnej brązowo-złotej tafli. Puder jest mocno sprasowany, więc nie zrobimy sobie krzywdy nabierając zbyt dużą ilość produktu na pędzel. Rozprowadza się bardzo dobrze
Trwałości nie jestem w stanie określić, ponieważ nie mam czasu gapić się w pracy w lusterko. A w dodatku wszelkie podkłady, pudry i róże mają u mnie ciężkie życie, bo mam niekontrolowany odruch macania się po twarzy ^^" Wydaje mi się w każdym razie, że jest w stanie bez problemu przetrwać kilka godzin, a gdy zaczyna znikać, to robi to dyskretnie i nie powoduje żadnych przykrych niespodzianek.
VIRTUAL SHINING LOOSE POWDER - ROCK ME BABY 143
Opakowanie podobnie jak w poprzednim produkcie nie zawiera niczego do aplikacji. I bardzo dobrze, bo w końcu najlepsze efekty daje pędzel ;) Sitko jest zabezpieczone przeźroczystą naklejką, więc podczas transportu puder nie powinien się wydostać na zewnątrz. Jednak dekielek, czy jak to nazwać, mojego egzemplarza był niedomknięty, więc używanie musiałam zacząć od sprzątania.
Opis na opakowaniu:
Rozświetlający puder sypki z drobinkami brokatu do twarzy i dekoltu. Nadaje efekt skóry mieniącej się złotymi refleksami. Najlepszy efekt uzyskuje się nakładając puder pędzelkiem.
Składniki:
Talc, Mica, [+/-] Cl 77891, Cl 77491, Cl 77492, Cl 77499, Tin Oxide.
Waga: 9 g
Cena: w okolicach 22 zł (sklepy internetowe)
nałożony hojnie bez rozcierania
roztarty - zdjęcie w słońcu
roztarty - zdjęcie w cieniu
Moje wrażenia:
Produkt zdecydowanie nie dla mnie, ponieważ blask bije od niego prawie nadprzyrodzony. Gdybym miała ładną opaleniznę mogłabym ją podkreślać takim błyskiem, ale dla bladziocha takiego jak ja jako bronzer się nie nadaje (jakoś nie wyobrażam sobie świecenia się poniżej kości policzkowych albo na szyi czy skroniach), a jako rozświetlacz wydaje mi się zbyt ciemny. Bez bicia przyznaję się, że użyłam go tylko raz w zastępstwie różu, bo w końcu musiałam go jakoś wypróbować. Kolor po roztarciu pędzlem jest całkiem przyjemny i można go stopniować, jednak drobinki brokatu kompletnie nie przypadły mi do gustu. W cieniu nie widać ich prawie wcale, ale w słońcu i sztucznym świetle zaczynają mocno świecić. W dodatku po kilku godzinach rozlazły się po twarzy, ale to może być wina mojego dotykania twarzy.
Być może osobom o innej cerze ten puder przypadł by do gustu, mi sprawił jedynie kłopoty ;)
VIRTUAL PRESSED EYE SHADOWS - ROCK ME BABY 137
Opakowanie i napisy na nim wytrzymałe, nie zawiera aplikatora (dla mnie zbędny, ponieważ cienie nakładam tylko pędzlami).
Opis na opakowaniu:
Jedwabiste w dotyku, brokatowo-perłowe cienie do powiek. Intensywnie nasycone kolorem cienie zapewniają długotrwały makijaż oczu.
Składniki:
Talc, Mica, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Magnesium Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Palmitate, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, [+/-] Cl 77891, Synthetic Fluorophogopite, Calcium Sodium Borosilicate, Cl 77491, Cl 77492, Cl 77499, Cl 75470, Cl 77266, Cl 77007, Tin Oxide, Silica, Cl 77820.
Waga: 3,5 g
Cena: w okolicach 13 zł (sklepy internetowe)
Po potarciu palcem można się spodziewać intensywnych kolorów...
jednak przy nakładaniu pędzlem złudzenia się rozwiewają.
Po lewej cienie bez bazy, po prawej z bazą.
Moje wrażenia:
Kolory od pierwszego rzutu oka wydały mi się przyjemne. Niestety z intensywnością koloru jest raczej kiepsko. Na bazie (u mnie Hean) da się jeszcze coś zdziałać, choć kolory jak na mój gust mogłyby być mocniejsze. Bez bazy makijaż byłby prawie niewidoczny. Cienie są bardzo miękkie, więc mogą się przy aplikacji osypywać. Rozcierają się przyzwoicie, chociaż ciemniejszy jest trudniejszy w obsłudze.
Trwałość usiłowałam sprawdzać kilkakrotnie, ale jak już mówiłam nie mam czasu gapić się w pracy w lustro XD W każdym razie od malowania, czyli okolic godziny 7 rano, do powrotu z pracy, czyli okolic godziny 15, wytrzymują na moich tłustych powiekach z trudem, ale nie ma dramatu. Jak dla mnie nie jest to wynik zachwycający, ale przyzwoity.
Nie mogło zabraknąć makijażu oka XD
Całość wykonałam przy pomocy tych dwóch cieni,
kontur oka zmalowałam cieniami na mokro z Duraline Inglota.
Dziękuję
marce Virtual za udostępnienie mi swoich produktów do testowania. Szkoda, że nie są to lakiery. No ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma ;)