Skoro marka Virtual nie dała mi żadnego lakieru do testowania, to postanowiłam wydać kasę w drogerii i poznęcać się nad ich produktami do paznokci we własnym zakresie ;)
Padło na Virtual Street Fashion Vinylmania nr 67 o wdzięcznej nazwie Lady in red. Kolor bardzo mi się spodobał, chociaż czerwony krem ostatnio coraz rzadziej gości na moich paznokciach.
Zdjęcia butelki nie mam, ale z kształtu przypomina butelki Catrice, Colour Alice czy niektóre Essence i mieści 10 ml lakieru. Pierwsza warstwa rozprowadzała się bardzo dobrze i kryła przyzwoicie, bez smug, chociaż wyraźnie widać końcówki. Wyschła w całkiem dobrym czasie. Druga warstwa zapewniła całkowite krycie, ale to chyba nie był mój dzień na malowanie, bo usmarowałam sobie prawie wszystkie skórki ^^" Druga warstwa też wyschła i utwardziła się w bardzo dobrym czasie. Już po godzinie z minutami mogłam bez uszkodzeń nakładać i ściągać naklejki.
Zdjęcia naklejek też nie zrobiłam, w dodatku gdzieś posiałam kartonik z nazwą ^^" W każdym razie są one z rodzaju naklejek 3D i kupiłam je we wrocławskiej Magnolii na stoisku z rzeczami m.in. do stylizacji paznokci za około 4 zł (teraz mogą kosztować więcej). Naklejki są miękkie, łatwe w obsłudze, bez problemów odchodzą z kartonika (przeważnie ściągam je przy pomocy igły lub szpilki), a co najważniejsze nie mają krawędzi usmarowanych klejem i w razie potrzeby dają się odkleić od paznokcia i nakleić w innym miejscu.
Żeby naklejki przetrwały dłużej niż godzinę należy je utrwalić bezbarwnym topem. Ja zastosowałam top Color Club, który zwykle spisuje się nieźle. Tym razem jednak nie polubił się z czerwonym lakierem i nie chciał wyschnąć w normalnym dla siebie czasie. No i przez to rano obudziłam się z odciśniętą pościelą (dawno tego nie miałam).




No comments:
Post a Comment