Wróciłam :D Ktoś tęsknił? ;> Jakby ktoś nie zauważył, to nie było mnie przez cały weekend, a nawet trochę dłużej i znowu muszę się ogarnąć blogowo. Trochę to pewnie potrwa, więc bardzo proszę o cierpliwość, w końcu odpowiem na komentarze i maile, ale najpierw muszę Wam o czymś opowiedzieć.
Trochę się wahałam czy zdać sprawozdanie z moich przygód z ostatnim zamówieniem ze sklepu
beautyjoint, ale wykręcili mi taki numer, że postanowiłam wszystkich ostrzec.
Z tym sklepem miałam do czynienia już kilka razy i zawsze byłam bardzo zadowolona z zakupów i szybkości realizacji zamówienia. Z czystym sumieniem polecałam go wszystkim osobom, które pytały mnie o sprawdzone sklepy zagraniczne z lakierami. Od dzisiaj nie polecę go nikomu, a nawet będę ostrzegać.
Ale do rzeczy. Moje piąte zamówienie w
beautyjoint złożyłam 31 lipca. Zapłaciłam prawie 50$ za zakupy moje i Ali przy pomocy konta PayPal. 2 sierpnia otrzymałam informację, że paczka została wysłana. Poprzednie zakupy zawsze szły mniej więcej dwa tygodnie, tym razem nie było o nich żadnych wieści.
22 sierpnia zniecierpliwiłam się i spytałam co się dzieje z moją paczką. Sklep grzecznie odpowiedział, że mam czekać dalej i w ogóle nie kwapił się do zaproponowania rozwiązania mojego problemu. Trochę mnie to zdenerwowało, więc zaczęłam grzebać po ich stronie w poszukiwaniu informacji o polityce sklepu w przypadku zaginięcia paczki. No i znalazłam informację, że sklep za przesyłki zagraniczne nie ponosi odpowiedzialności. Może i powinnam poszukać tej informacji zanim zaczęłam tam robić zakupy, ale wątpię, żeby powstrzymało mnie to od kupowania. Zamawiając w tym sklepie zgodziłam się na ich zasady, więc w sumie nie powinnam mieć pretensji, ale....
Robiąc zakupy dochodzi się w pewnym momencie do opcji wykupienia ubezpieczenia przesyłki. Wykupiłam o ile pamiętam za 2,99$, nie zdając sobie sprawy, że przesyłki zagraniczne sklep ma w odwłoku i nie ponosi za nie odpowiedzialności. To czemu dla adresów zagranicznych też jest ta opcja? Ewentualnie czemu nie ma tam info, że dotyczy to jedynie klientów z USA? Moim zdaniem zostałam bezczelnie naciągnięta. To już mnie wkurzyło totalnie, więc zaczęłam się w necie skarżyć na zaginioną przesyłkę.
Traf chciał, że przeczytała o tym Zygzak na forum lakierowym i poradziła mi, żebym rozpoczęła spór dotyczący tej transakcji. Zdziwiłam się mocno, bo nie miałam pojęcia o takiej opcji. Tak, przeważnie nie czytam regulaminów i wszelkich instrukcji obsługi i pewnie w końcu się na tym przejadę >_<
Dla tych którzy również nie czytują regulaminów i instrukcji obsługi napiszę jak to reklamowanie transakcji wygląda. Na zgłoszenie reklamacji jest 45 dni. Trzeba znaleźć na liście płatności interesującą transakcję i zgłosić problem. Wybiera się tam opcje do zaznaczenia co jest nie tak z transakcją. Ja zaznaczyłam, że nie otrzymałam kupionego towaru. Pierwsza faza załatwiania sporu wymaga jeszcze napisania przez konto PayPal info do kontrahenta, najlepiej z zapytaniem jak mają zamiar rozstrzygnąć nasz problem. Później trzeba poczekać czy kontrahent odpisze na naszą wiadomość.
Beautyjoint mnie olał i nie odpowiedział.
Po jakimś czasie dostałam info z PayPala, że spór "zostanie automatycznie zamknięty 27 wrz 2012", a ponieważ sklep mi nie odpisał radzą przejść do etapu drugiego i przekształcić spór w roszczenie. Zrobiłam jak radzili, przy okazji musiałam PayPalowi opisać historię mojego zakupu. Po kilku dniach dostałam info, że
beautyjoint przekazał im informacje o firmie, która obsługiwała moją przesyłkę oraz numerze paczki i mam czekać dalej. No to czekałam i się doczekałam wreszcie. Odzyskałam kasę! :D
Świetna firma z tego Paypala, widać, że dbają o klienta i jego interesy :D
Co do
beautyjoint nie miałabym większych zastrzeżeń, gdyby nie dwa fakty. Po pierwsze naciągają ludzi z zagranicy na ubezpieczenie, chociaż nie mają zamiaru go respektować. A po drugie i najważniejsze w momencie przekształcenia sporu w roszczenie moje konto w tym sklepie zostało zablokowane, o ile nie usunięte całkowicie. W momencie logowania pojawia mi się taki oto komunikat:
Dla leniuszków, którym nie chce się kliknąć: "Error: No match for E-Mail Address and/or Password or your account has not been approved yet."
Czyli za domaganie się tego co mi się należy dostałam bana. Ojojojojoj ale mi teraz smutno ;p
Właśnie sobie przypomniałam o jeszcze jednej ciekawej rzeczy w związku z tym zamówieniem. Już w trakcie załatwiania sprawy przez PayPal, ale jeszcze przed banem weszłam na listę moich zakupów w tym sklepie. Na czterech zamówieniach w statusie stało: "complete", natomiast przy ostatnim jak byk było napisane: "failed". Czyli wiedzieli, że nie doszło, ale nie mieli zamiaru nic z tym fantem zrobić.
Wyszła mi z tego niezła epopeja, mam nadzieję, że chociaż kilka osób dotrwało do końca ;)