Pages

.

Here Comes Trouble

Czemu doba ma tylko 24 godziny? Czemu człowiek musi przesypiać prawie 1/3 z tego, żeby prawidłowo działać? No może nie każdy człowiek, ale ja na pewno ;p Blog znowu leży odłogiem, bo mi praca w paradę wchodzi. Co nadgonię, to kolejne rzeczy wyskakują i tak w kółko. Jako potwierdzenie moich narzekań na brak czasu powiem Wam, że przez trzy dni z jednym mani chodziłam. Istna męka ;p I znowu nie wiem co się w blogosferze dzieje i źle mi z tym bardzo :( Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku.
Wczoraj wieczorem siadłam do obrabiania zdjęć i okazało się, że same swatche mi zostały. Nuudyyy ;) To chyba przedostatnia notka w tym tygodniu, bo w piątek jadę na wycieczkę "zakładową" i wracam w niedzielę ;p
Dzisiaj mam do pokazania Orly Here Comes Trouble. Przymierzałam się do kupna tego lakieru kilka razy, ale ciągle bałam się, że odcień będzie się gryzł z moją karnacją. Na szczęście się nie gryzie ;) Jakimś cudem przy tym przymierzaniu się do kupna udało mi się zignorować fakt, że ten lakier to glitter, więc miałam niespodziankę XD Jak widać na zdjęciach brokat jest zatopiony w przezroczystej (czy przeźroczystej? kto wie?), a jednak zielonej bazie. Mieni się jak szalony i nie da się tego lakieru na paznokciach nie zauważyć. Do pełnego krycia potrzebowałam trzech raczej cienkich warstw. Całość potraktowałam od razu warstwą Poshe i dobrze, bo ponoć kiepsko schnie.

 W słońcu


 W cieniu <3


No comments:

Post a Comment