To nie są wspomnienia z zimy, tylko mój wczorajszy widok z balkonu >_< Jak powiększycie zdjęcia, to zobaczycie, że to nie śnieg, tylko grad. Drugie zdjęcie jest trochę nieostre, bo ręce mi się trzęsły ^^" Czegoś takiego nigdy nie przeżyłam i mam nadzieję, że już więcej nie będę miała okazji oglądać.
Zaczęło się od potężnego wiatru i deszczu. W sumie deszcz przez pierwsze minuty padał w poziomie, a ptaki latały do tyłu (to nie żart). Później doszedł grad, całkiem spory,wielkości dwuzłotówek i pięciozłotówek (a może i większe), ale też drobniejszy też się zdarzał. Walił całkiem mocno i coraz gęściej. W którymś momencie zrobiła się za oknem biała ściana. Miałam wrażenie, że okna zaraz wywali :/ Jak sobie pomyślę, że w niektórych miejscach w Polsce grad pada czasem wielkości kurzych jajek, to cieszę się, że u nas było tak "łagodnie".
Gradobicie trwało może 10-15 minut, ale najadłam się strachu. Na szczęście większych szkód nie odnotowałam. Samochód przeżył, chociaż ma kilka wgnieceń po uderzeniach, tak samo jak parapet. Nikomu nie życzę takich efektów specjalnych :/
EDIT: Po obejrzeniu auta w słońcu stwierdziłam, że wgnieceń jest 20-30, a nie kilka :/ Dobrze, że w jeżdżeniu nijak nie przeszkadzają ;)
EDIT: Po obejrzeniu auta w słońcu stwierdziłam, że wgnieceń jest 20-30, a nie kilka :/ Dobrze, że w jeżdżeniu nijak nie przeszkadzają ;)




No comments:
Post a Comment