Pages

.

Luxe and Lush

Zdarzało mi się iść do kina na ekranizację przeczytanej książki, albo kupić książkę po obejrzanym filmie. Ale obejrzenie filmu i kupno książki pod wpływem posiadanych lakierów przerobiłam pierwszy raz w życiu XD Chyba wspięłam się na kolejny poziom lakierowego ześwirowania ;)

Chodzi oczywiście o The Hunger Games. Najpierw zobaczyłam zapowiedzi lakierowej kolekcji China Glaze, później dowiedziałam się, że jest ona inspirowana filmem, który niebawem pojawi się w kinach, a na samym końcu dotarła do mnie informacja, że film jest ekranizacją książki. Wyszło mi jakoś na opak. 

Lakierowe zakupy z kolekcji Capital Colours pokazywałam Wam już w haulowym poście, pora pokazać coś na paznokciach. Na pierwszy ogień poszedł ozdobny top Luxe and Lush, ale o nim za chwilę, bo chcę skończyć wątek filmowo-książkowy ;) 

Skoro już miałam lakiery, to pomyślałam, że może warto wybrać się do kina, zwłaszcza, że reklama wydała mi się całkiem interesująca. Wyprawy (w moim wypadku podróż 60km do Wrocławia) nie żałuję. Film przypadł mi bardzo do gustu, zanim się obejrzałam już się skończył, a ja chciałam wiedzieć więcej. Do empiku na szczęście było blisko, a tam czekał na półce zestaw 3 książek Suzanne Collins  w atrakcyjnej cenie 69zł. Igrzyska Śmierci (nie wiem kto to tłumaczył >_<) połknęłam w mgnieniu oka, teraz jestem w trakcie czytania "W pierścieniu ognia" i staram się oszczędzać książkę, bo czyta się je stanowczo za szybko (nie lubię jak coś dobrego mi się za szybko kończy) i nawet pierwszoosobowy narrator mi nie przeszkadza ;) Powiem Wam, że jestem zadowolona z tej mojej dziwnej kolejności zaznajamiania się ze światem Panem, gdybym najpierw przeczytała książkę, to pewnie psioczyłabym na zmiany wprowadzone w filmie, chociaż na szczęście nie są one nie do zaakceptowania (ale zmiechów nie wybaczę ;>).


 Pora wrócić do lakierowego wątku. Cała kolekcja Capital Colours została całkiem sprytnie pomyślana. Dla niezorientowanych: akcja książki/filmu dzieje się w państwie Panem, które powstało na ruinach dawnej Ameryki Północnej. Stolicą tego kraju jest Capitol, który surową ręką rządzi dwunastoma dystryktami. Dystrykty nie mają nazw tylko numery od 1 do 12 (od najbogatszych do najbiedniejszych). W lakierowej kolekcji mamy zatem 12 lakierów, które odpowiadają poszczególnym dystryktom.


Luxe and Lush to lakier Dystryktu 1, który o ile się nie mylę zajmuje się dobrami luksusowymi, czyli kamieniami szlachetnymi itp.. Ten top to przeźroczysta baza, w której pływa "coś". Nie są to flejksy, ani cięta folia, już prędzej z tłuczoną muszlą mi się kojarzy. To "coś" nie posiada koloru, tylko błyska czym popadnie, w zależności od kąta padania światła i tła. Luxe and Lush nałożyłam na zwykły czarny krem My Secret 121. Na zdjęciach widać, że błysk uzyskałam głównie zółty, pomarańczowy i zielony. Na płytce rozprowadza się go bez większych problemów i dosyć równomiernie. Efekt na zdjęciach uzyskałam nakładając tylko jedną warstwę.


Jedyny minusik, to problem z odstawaniem "cosi" od płytki. Kawałki są sztywne i niektóre nie chcą przylegać do płytki. Trzeba je zatem czymś docisnąć póki lakier jest mokry, ja używałam długiej szpilki.
Luxe and Lush wysychając lekko matowieje (nie tyle matowieje, co traci blask), ale pod wpływem zwykłego topcoata można ponownie uzyskać błyszczącą powierzchnię. Zresztą moim zdaniem na zakończenie niezbędna jest warstwa przeźroczystego lakieru, żeby wygładzić płytkę.
Zmywa się trudniej niż "zwykły" lakier, ale lepiej niż glittery, nie musiałam nawet po folię wstawać ;)



No comments:

Post a Comment