Dzisiaj chcę Wam pokazać kolejny lakier, który przybył do mnie z Tajwanu. Nie jest to jednaj jakieś azjatyckie cudo, ale "zwykły", "nudny" OPIk, który nie jest ani zwykły, ani nudny. Nie mam specjalnego nabożeństwa do lakierów tej firmy, ale jeżeli jakiś trafi w moje ręce, to potrafię go docenić ;)
Grape... Set.... Match pochodzi z Serena Glam Slam i jest piękny. Składa się z fioletowej bazy oraz drobinek dających duochromowy efekt połączenia fioletu i granatu. Do pełnego krycia potrzebowałam trzech warstw. Schnięcia nie sprawdzałam, tylko od razu położyłam warstwę Poshe. Niestety na niektórych paznokciach Poshe ściągnęło trochę Grape... Set.... Match, ale nie rzuca się to specjalnie w oczy.
Seria zdjęć w słońcu.
Dwa zdjęcia w cieniu, lakier wcale na urodzie nie traci.
O ile zauważyłyście, nie jestem wielką fanką matu, ale matujący to w kolekcji muszę posiadać, tak na wszelki wypadek. Top matujący z Essence wymieniłam ostatnio na Matte Magic z China Glaze i pomyślałam, że dobrze będzie wypróbować nowy nabytek. Efekt przeszedł moje oczekiwania ;)
W słońcu z matem.












No comments:
Post a Comment