Przed świętami stał się cud i przyszła do mnie paczuszka z zamówieniem z Transdesign. W zasadzie, to cudy były dwa: po pierwsze zamówienie doszło przed świętami, a po drugie na awizo miałam napisane, że mogę odebrać tego samego dnia :> W paczuszce przyszły oczywiście same śliczności, m.in. lakier, który chcę Wam dzisiaj pokazać.
Do wykonania tego mani użyłam niesamowitego lakieru Orly Rock The World pochodzącego z kolekcji Mineral FX. Nie podejmuję się nawet sprecyzowania co to za kolor, bo raz wydaje mi się bordowy, raz złoty, a kiedy indziej wpada w brąz albo fiolet. W między czasie mieni się jeszcze innymi odcieniami, których nawet nazwać nie potrafię. I do tego ma całą masę złotych drobinek. Malowało mi się nim bardzo przyjemnie, pełne krycie uzyskałam po dwóch warstwach. O schnięciu się jak zwykle nie wypowiem, chociaż mam wrażenie, że z utwardzeniem się na kamień może być problem (udało mi się go na wzorniku po kilku godzinach zarysować). Ale od czego są utwardzacze i inne ułatwiacze życia ;)
Jak zwykle przy lakierze, który sam w sobie jest piękny i dużo się na nim dzieje miałam problem z wymyśleniem czym go ozdobić. W końcu zdecydowałam się na złotą farbkę akrylową i "cyrkonie". Wszystko pokryłam bezbarwnym topem. Kamyczki niestety nie są wysokiej jakości, więc trochę straciły na urodzie po kontakcie z bezbarwnym lakierem.
Zdjęcia w świetle dziennym.
Zdjęcia w sztucznym świetle.








No comments:
Post a Comment