Pages

.

Poshé AHA Cuticle Care

W połowie maja otrzymałam od sklepu alphanailstylist bardzo interesującą propozycję testowania produktów marki Poshé, której zostali właśnie wyłącznym dystrybutorem na Polskę. Strona marki Poshé w Polsce, na której możecie m.in. przeczytać opisy wszystkich produktów i inne informacje ważnie informacje, znajduje się TUTAJ. O produktach możecie przeczytać również TUTAJ i TUTAJ (mam nadzieję, że linki działają). A kupić to wszystko można TUTAJ.

Ostatnio miałam zdecydowanie dość współprac (ale o tym w innym odcinku). Jednak sklep alphanailstylist znam z "doświadczenia" i zawsze byłam zadowolona z zakupów w nim robionych (mają m.in. bardzo duży wybór moich ukochanych lakierów China Glaze), a w dodatku chodziło o sławną markę Poshé, więc nie zastanawiałam się długo. Mogłam sobie wybrać co chcę przetestować, więc zdecydowałam się na sławny szybkoschnący top, z którym już miałam do czynienia parę miesięcy temu, kompletnie mi nieznaną (nawet ze słyszenia) szybkoschnącą bazę i krem do pielęgnacji skórek. 


Wszystkich tych produktów używam od trzech tygodni i już sobie wyrobiłam o nich zdanie, więc pora na podzielenie się z Wami wrażeniami.

Zgodnie z wolą ludu wyrażoną wczoraj na fb na pierwszy ogień idzie krem do pielęgnacji skórek.


"Cuticle Care
Pielęgnacja skórek
Unikalna mieszanka kwasów alfa-hydroksylowych (AHA) i składników pochodzenia roślinnego została specjalnie opracowana po to złuszczać i nawilżać jakże problematyczne i szpecące skórki. Można stosować również na łokcie, kolana, stopy i inne suche partie ciała.

Dla naturalnych oraz sztucznych paznokci 

dostępny w pojemność 14ml (0.5oz)"


Wszystkie produkty marki Poshé dostajemy w pięknych kolorowych kartonikach, na których wyczytać możemy wszystkie interesujące nas (albo i nie ;>) informacje. Napisy są w języku angielskim, francuskim i hiszpańskim.

Instrukcja obsługi i skład
(produkt nie testowany na zwierzętach)

Informacja o tym co to jest AHA Cuticle Care i do czego służy

Hasła reklamowe ;)

Preparat zamknięty jest w niewielkiej żółtej tubce (pojemność 14ml), zaopatrzonej w wygodny aplikator. Najważniejsze informacje z kartonika znajdują się także na tubce.



Jak widać nigdzie nie użyto słowa "krem", ale biorąc pod uwagę konsystencję specyfiku będę tego słowa używać. Jest on biały i ma delikatny, dosyć szybko ulatniający się zapach. Rozsmarowany wchłania się bardzo szybko w skórę, nie zostawia żadnego filmu ani tłustej warstwy. W sumie zaraz po zastosowaniu można chwycić za książkę albo iść robić obiad. Za to należy mu się wielki plus :)

Nakładamy odrobinę kremu w strategicznych miejscach i wmasowujemy

 Po wmasowaniu niewielkie ilości kremu mogą zostawać przy krawędziach skórek, 
więc nie polecam robienia zdjęć od razu po nałożeniu ;)

Preparatu używałam przez trzy tygodnie prawie codziennie, przeważnie aplikując na skórki porcję taką jak na zdjęciu powyżej. W tym czasie mani zmieniałam trzynaście razy, więc skórkom trochę się dostało od zmywacza. Jednak ich kondycja przez cały ten czas była dobra, nie przesuszyły się ani razu. Nie zaobserwowałam jednak żadnego cudownego działania (ale nie zapominajmy, że zawsze staram się utrzymywać skórki w dobrym stanie, więc krem nie miał na czym pokazywać ewentualnych cudów ;p).
Używany dwa razy dziennie (przez pierwszy tydzień cieszenia się nowością pamiętałam o dwukrotnej aplikacji) dawał mi również wrażenie bardziej miękkiej skóry wokół paznokci.

Na łokcie, kolana i stopy szkoda mi go było używać, w końcu 14 ml to nie tak dużo, a stopę mam dosyć sporą ;)

Moim zdaniem jest to bardzo przyzwoity produkt do pielęgnacji skórek, łatwy w obsłudze i co ważne nie tłuszczący wszystkiego dookoła. Potrafił utrzymać moje skórki w stanie nadającym się do pokazywania na zdjęciach w zbliżeniu. Wydaje mi się, że jest całkiem wydajny jak na krem, po trzech tygodniach zużyłam może 1/3 opakowania niespecjalnie go oszczędzając. W chwili obecnej 14 ml tubka kosztuje 27,99 zł.

I najważniejsze pytanie: czy kupię jak skończę? Nie wiem. Mam jeszcze spore zapasy mazideł sprowadzonych z Azji. Ale za jakieś półtora roku, gdy i je wykończę, a na naszym rynku dalej będą dostępne głównie wszystko brudzące i świecące się na palcach olejki, to czemu nie. Ta  żółta tubka wraz z zawartością całkiem przypadła mi do gustu ;>

Pozostałe produkty  Poshé, które miałam okazję testować:
- Fast Drying Basecoat
- Super-fast Drying Topcoat

No comments:

Post a Comment