Nie odkryję Ameryki pisząc, że lakiery, niezależnie od ceny bywają nietrwałe. Ale jak widzę, że niektóre dziewczyny po nałożeniu jednej warstwy emalii za 5 zł mają wielkie pretensje za mocno starte końcówki, odpryski itp. to mam ochotę popukać się w głowę. Niewiele lepiej reaguję na zdjęcia mani z zalanymi skórkami, umieszczanych na blogach specjalizujących się w lakierach i zdobieniach paznokci. Dla mnie to zwykłe niechlujstwo i olewanie czytelnika. Nie rozumiem jak spędzając godziny tygodniowo na oglądaniu blogów i czytaniu postów o mani można dalej szerokim łukiem omijać odtłuszczacze, bazy i topy. No chyba, że się nie umie czytać między wierszami i trzeba wykładu łopatologicznego ;)
Dlatego dzisiaj wtrącę swoje trzy grosze do tematu i opiszę krok po kroku jak zrobić sobie mani, który ma szansę w stanie nienaruszonym przeżyć na paznokciach kilka dni.
Przypominam, że nie jestem w tej dziedzinie ekspertem. Nie chodziłam na żadne kursy robienia "prawidłowego" manicure. Wszystko co wiem dowiedziałam się z Internetu lub od jednostek zaprzyjaźnionych. Postanowiłam zebrać wszystkie te informacje w jednym miejscu i mam nadzieję, że się to komuś do czegoś przyda.
Mam wrażenie, że ten krok odpuszcza sobie spora liczba dziewczyn, niektóre o nim mogą nawet nie wiedzieć, bo rzadko się o tym czyta.
Ja też długo o nim nie wiedziałam, jak już się dowiedziałam, to systematycznie zapominałam go wykonać, a szkoda, bo dzięki niemu można ograniczyć liczbę odprysków.
Nawet po myciu rąk wodą i mydłem może się okazać, że płytka paznokcia w niektórych miejscach jest tłusta (od jedzenia, olejków, kremów itd.), przez co lakier będzie się jej gorzej trzymać.
Czym odtłuszczać?
Najlepiej chyba zaopatrzyć się w odtłuszczacz w jakimś sklepie internetowym. Ja swój obecny (na zdjęciu) kupiłam we Wrocławiu w Magnolii na standzie z różnymi akcesoriami do paznokci. W składzie ma acetone, ethyl acetate i ładnie potrafi szybko usunąć tłuszcz z płytki bez jej wysuszania. Ponieważ butelka ma atomizer wystarczy psiknąć na paznokieć i przetrzeć go wacikiem (najlepiej bezpyłowym). W przypadkach butelek bez atomizera (też takie miałam) wystarczy przetrzeć paznokcie wacikiem nasączonym w odtłuszczaczu.
Jeżeli akurat nie macie odtłuszczacza zawsze można się poratować spirytusem salicylowym (kosmetycznym), ale nie polecam na dłuższą metę, bo może mocno wysuszać płytkę paznokcia.
Krok 2. Baza
Bazy są na szczęście u nas coraz bardziej popularne.
Próbowałam kiedyś kilku "drogeryjnych", ale nie przypadły mi do gustu, bo w zasadzie przypominały mi zwykły bezbarwny lakier i zawsze miałam wrażenie, że robię na nich więcej bąbli. Ale oczywiście co kto lubi ;)
Bazy są różne i w zasadzie mogą służyć różnym celom, dlatego trzeba je dopasować do własnych potrzeb. W dodatku na jednych paznokciach dana baza może się spisywać znakomicie, a na innych robić głupie psikusy.
Na zdjęciu są moje dwie ulubione bazy. Obie dosyć nietypowe.
Nail Tek Foundation II to baza-odżywka. Po pomalowaniu paznokcia wysycha dosyć szybko, robi się szorstka i matowa, kolor na paznokciu jest dosyć transparentny. Ta baza ma zabezpieczyć paznokcie przez kolorowym lakierem i przedłużyć jego trwałość, jednocześnie ma wzmocnić paznokcie. U mnie to wszystko działa bez zarzutu.
Dlatego mocno się zdziwiłam, gdy Ali napisała mi, że na tej bazie mani wytrzymuje jej ledwie parę godzin, a później odchodzi płatami. Ale paznokcie jej się ponoć utwardziły, więc przynajmniej część pielęgnacyjna nie zawiodła w tym przypadku. Potwierdza to słowa, że u każdego jeden produkt może spisywać się zupełnie inaczej.
Orly Bonder to w sumie taki lakierowy klej. Nakłada się cienką warstwą, bo jest bardzo rzadki. Przy wysychaniu robi się lekko klejący, dzięki czemu nakładany na niego lakier lepiej trzyma się płytki. Niestety nie chroni przed zabarwieniem płytki ze strony wyjątkowo zjadliwych lakierów. Jest bardzo wydajny, na zdjęciu widać zużycie po wykonaniu kilkudziesięciu mani.
Tu wiele do napisania nie mam. Każdy maluje jak potrafi ;) Ja staram się załatwić każdy paznokieć w trzech ruchach, bo więcej mazania pędzlem po płytce powoduje u mnie powstawanie bąbli.
Ponadto od paru miesięcy zaczęłam malować paznokcie "na zakładkę". Najpierw przejeżdżam pędzelkiem po brzegu paznokcia, a dopiero po tym ruchu maluję płytkę. Wydaje mi się, że opóźnia to trochę ścieranie się końcówek. Od spodu wygląda trochę głupio i momentami niechlujnie, ale przecież nie pokazuję ludziom paznokci od spodu ;)
Jeżeli przy malowaniu okaże się, że lakier jest dla mnie zbyt gęsty, to dodaję mu jedną lub dwie krople rozcieńczalnika. Mój ulubiony to maleństwo z Inglota, działa bardzo dobrze dodawany w małych ilościach.
Przy okazji napiszę parę słów o lakierach jednowarstwowych. Porządny, prawdziwy lakier jednowarstwowy to rzadkość. Niektórym wydaje się, że lakier jest jednowarstwowy, bo dobrze pokrył płytkę, ale na zdjęciach widać np. że wysychając taka pojedyncza warstwa wyraźnie zostawia po sobie pociągnięcia pędzla w postaci rowków, albo kolor na płytce miejscami jest ciemniejszy. Aparaty widzą niestety więcej niż ludzkie oko ;) Większości jednowarstwowców, które widziałam w Internecie przydałaby się jeszcze jedna warstwa dla wyrównania płytki i ładnego połysku.
Krok 4. Utrwalenie topem
Nie wyobrażam sobie zrobienia mani bez utrwalenia go topem. Nie dosyć, że przedłuża to życie lakieru, to jeszcze chroni dokumenty, książki i inne papiery przed porysowaniem lakierem (szczególnie czerwienie, granaty i ciemne fiolety lubią zostawiać ślady w postaci krech).
Na zdjęciu moje 4 ulubione topy. Poshe, Seche Vite i Essie Good to go! to topy przyspieszające wysuszanie. Są między nimi pewne różnice, ale nie jest to ich recenzja porównawcza. Ale parę słów mogę napisać ;)
Ponoć najszybciej schnie i utwardza Essie, ale prawdę mówiąc nie wiem czy to prawda, bo staram się nie ryzykować po zrobieniu mani. Najgrubszą warstwą nakłada się Seche, co czasem ma swoje plusy. O Poshe niebawem zrobię recenzję.
Każdy z tych topów nieumiejętnie nałożony może obkurczyć przy wysychaniu lakier kolorowy. Ja zawsze zaczynam od przejechania pędzelkiem po brzegu paznokcia robiąc "zakładkę", a później nakładam top na niewyschnięty jeszcze lakier kolorowy, starając się pokryć go jak najdokładniej. Nie ma co się zniechęcać po kilku średnio udanych próbach, w końcu ćwiczenie czyni mistrza ;)
Zauważyłam dodatkowy bonus używania topów wysuszających. Brak bąbli na lakierze kolorowym, a jeżeli jakieś już wyszły, to najczęściej znikają dzięki takiemu topowi nałożonemu na wilgotny jeszcze lakier.
Czwarty top to Color Club 0-60, który kupiłam w którymś z zestawów w TkMaxx. Stosuję go głównie do utrwalania lakierów, które nie potrzebują przyspieszonego wysuszania.
Są oczywiście jeszcze topy do różnych zadań specjalnych. Ostatnio najczęściej używany u mnie jest top Konada, świetnie się sprawdza przy utrwalaniu stempli i farb akrylowych.
Powiedziałybyście, że średnio 1 na 3 moje mani kończy się brudzeniem palców lub skórek? Mam nadzieję, że nie, bo bardzo dbam, by nikt się tego nie domyślił ;) Każdemu może się zdarzyć gorszy dzień, ale to nie znaczy, że trzeba pokazywać fatalnie pomalowane paznokcie ludziom.
Żeby wyczyścić skórki wystarczy wziąć cienki pędzelek (ja używam do tego trzeciego pędzla od lewej ze zdjęcia powyżej), zamoczyć w zmywaczu i przejechać kilka razy po zabrudzonej skórce, a następnie wyczyścić pędzel o ręcznik papierowy lub zwykłą kartkę.
Jest to tylko kilka dodatkowych minut pracy, a zdecydowanie poprawia wygląd mani. Taki zabieg może co prawda trochę wysuszyć skórki, ale z tym powinien poradzić sobie krem nawilżający. Tylko nie nakładajcie go 3 minuty przed zrobieniem zdjęć, bo będą się ręce świecić i też ładnie to nie wygląda ;)
Parę luźnych uwag
Lakiery niezależnie od ceny mogą się nas trzymać lepiej lub gorzej.
Coś sprawdzonego u koleżanki u nas może się łuszczyć już po dwóch godzinach od pomalowania, niezależnie od tego czy zastosujemy wszystkie możliwe sposoby przedłużenia mani. Mnie nie lubi seria Colour&Go z Essence, nad czym ubolewam, bo wybór kolorystyczny ma wielki. Ale jeżeli robimy paznokcie niechlujnie, omijając bazy i topy szerokim łukiem, to nie mamy co narzekać na trwałość lakieru ;p
Trzeba też wiedzieć, że niektóre wykończenia mają już to do siebie, że np. ścierają im się szybciej końcówki. Taki jest urok wykończeń typu glassfleck czy foil. Za to drobne glittery lubią robić odpryski. Wybierając nietrwałe wykończenia bierzemy je z całym dobrodziejstwem inwentarza ;)
I to by było tyle mojego wymądrzania się. Jeżeli ktoś chciałby wtrącić swoje trzy grosze, to zapraszam do komentowania. Jak zwykle mam wrażenie, że zapomniałam napisać połowę ważnych rzeczy ;)







No comments:
Post a Comment