Pages

.

Lakierowe BOXy: Kobo - 20 Mexico



Dzisiaj wreszcie zaczynam pokazywać Wam efekty testowania produktów z czerwcowego Lakierowego BOXa. Wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą co to za akcja zapraszam do mojego pierwszego posta z jej opisem i zdjęciami zawartości pierwszej paczki. Możecie znaleźć go TUTAJ. Przypominam, tylko, że jest to akcja zorganizowana przez Polskie Lakieromaniaczki, którym prężnie szefują Panna Marchewka i Tamit24. Serdecznie zapraszam wszystkich na ich blogi :>


Pierwszy do testowania wybrałam lakier Kobo 20 Mexico z serii Colour Trends (wprowadzenie nazwy serii sugeruje, że kiedyś będzie wymieniona na inną ;>). Jakiś czas temu marka Kobo wymieniła całą swoją lakierową ofertę dostępną w drogeriach Natura właśnie na tą serię i muszę przyznać, że wyszło im to na zdrowie. Paleta kolorystyczna zrobiła się nowocześniejsza i bardziej zróżnicowana, a sądząc po moim jedynym egzemplarzu ze starej oferty, formuła też się poprawiła.

Na początek informacje z butelki:

Lakier do paznokci Colour Trends
Trwały lakier nadający wysoki połysk. Tworzy na paznokciu elastyczną i odporną na pękanie powłokę. Dodatek składnika Eusolex sprawia, że kolor nie blaknie. 
Nie zawiera toluenu i formaldehydu.
Przed użyciem wstrząsnąć. Chronić przed dziećmi. Przechowywać w chłodnym miejscu.
www.koboprofessional.pl

I parę innych informacji:

Pojemność 7,5 ml
Cena 9,99
Dostępne 28 kolorów

Rada ode mnie po przeczytaniu informacji z butelki: nie wstrząsajcie! Ja nie wiem kto to wymyśla, ale ciągle na butelkach czytam o wstrząsaniu albo mieszaniu, a to najlepsza droga do zafundowania sobie bąbli ;p Dlatego bezczelnie przed malowaniem nie zastosowałam się do tego polecenia ;)

Dobra koniec żartów, przejdźmy do konkretów.
Kolor jaki jest każdy widzi, dla mnie to brzoskwinia, ale równie dobrze może być koral. Wykończenie totalnie kremowe bez żadnych drobinek. 
Zdążyłam dwukrotnie pomalować tym lakierem paznokcie. Za każdym razem myślałam, że może uda się skończyć na dwóch warstwach, bo krycie wydawało mi się całkiem dobre, jednak moje sokole oko wyłapywało prześwity i muszę stwierdzić, że trzy warstwy w moim wykonaniu wyglądają najlepiej. 
Na szczęście lakier ma przyjemną dla mnie konsystencję (nie za gęsty, nie za rzadki) i malowanie nim nie sprawiło mi problemów. Pędzelek jest z tych cieńszych, powiedziałabym, że tradycyjny porządny pędzelek. 
Schnięcie całkiem porządne. Nawet trzecia warstwa wysychała dosyć szybko, chociaż nie ryzykowałabym z pracami ręcznymi, bo utwardzanie lakieru trwa oczywiście dłużej. Nie zanotowałam żadnych bąbli.
Za pierwszym razem nie miałam czasu czekać na wysychanie, więc potraktowałam lakier Poshe. Nie zauważyłam ani śladu obkurczania na końcówkach lub przy skórkach.
O trwałości wiele nie powiem, bo wiecie, że mani noszę max 3 dni ;p Nie mniej jednak lakier dobrze się trzymał, pod koniec drugiego dnia miałam jedynie starte końcówki, co przy ciągłym grzebaniu w papierach jest rzeczą naturalną.
Na bazie Kobo nie odbarwił mi płytki. 

Zdjęcia w słońcu

 Zdjęcia w cieniu

Dla porównania dwie warstwy w słońcu.

I jeszcze mani w takiej postaci, w jakiej wyszłam z nim do ludzi, czyli ozdobiony ;) Maziaje powstały przy pomocy pędzelka i białej farby akrylowej. Oczywiście utrwaliłam je bez barwnym topem.








 Zdjęcia w słońcu


No comments:

Post a Comment