To był pracowity i ciężki tydzień, nawet sobotę miałam zawaloną papierzyskami, ale najważniejsze, że już jestem. Mam nadzieję, że w nadchodzącym tygodniu znajdę więcej czasu na blogowanie ;)
Dzisiaj drugie z zapowiadanych porównań, na które wpadłam podczas lakierowych porządków. Pierwszy w moim helmerze wylądował lakier China Glaze Zombie Zest ze starej halloweenowej kolekcji Awakening. Od razu podbił moje serce i chociaż używam go rzadko, to mam do niego sentyment. Po kilku miesiącach w oko wpadł mi lakier Orly It's Not Rocket Science z kolekcji Cosmic FX. Rozum mówił, że to pewnie duplikat Zombie Zest, Ali mówiła, że one są prawie takie same, zdjęcia w necie mówiły, że nie ma sensu wydawać pieniędzy... a serce mówiło, że muszę go pomacać i sama sprawdzić ;)
Na pierwszy rzut oka lakiery różnią się od siebie głównie ilością świecących drobinek. wszystkie podstawowe parametry mają za to podobne. Konsystencję mają podobną. Oba kryją dopiero po trzeciej warstwie, ale ładnie rozprowadzają się po płytce i nie robią smug. Schną i utwardzają się w podobnym czasie, niezłym, ale szału nie ma i top wysuszający jest jak najbardziej na miejscu. Ja do porównania topu nie nakładałam, błysk jest całkowitą zasługą lakierów. Zmywają się dobrze, drobinki lubią osadzać się na skórze, ale nie jest to jakoś specjalnie uciążliwe.
Chociaż lubię oba te lakiery i na zdjęciach widzę między nimi różnicę, to jednak na żywo jest ona prawie niedostrzegalna i uważam, że nie ma sensu posiadania obu tych lakierów. Ze względu na sentyment, nazwę i więcej świecących drobinek zostanie ze mną Zombie Zest.
Zdjęcia przy zachmurzonym niebie
Zdjęcia w sztucznym świetle









No comments:
Post a Comment