Jakiś czas temu (nieprzyzwoicie długi czas temu, żeby być szczerą ^^") little frog poprosiła mnie o tutek jak malować paznokcie na zakładkę. Wspominałam o tym przy okazji jakiegoś posta, ale chyba trochę mętnie, więc pomyślałam, że mogę opisać to porządniej. A nóż, a widelec komuś jeszcze się przyda :>
Malować na zakładkę zaczęłam mniej więcej wtedy, gdy zaczęłam używać Seche. Jeżeli robiłabym mani bez topu wysuszającego, o którym wiem, że nie obkurcza lakieru, to zakładkę bym sobie raczej darowała. Chociaż w sumie tak mam już zakodowane malowanie paznokci w ten sposób, że pewnie niechcący bym zakładki jednak porobiła XD
Uprzedzam od razu, że takie malowanie ma swoje dobre i złe strony, które postaram się wymienić.
++ Pomalowane tak paznokcie ładnie wyglądają na zdjęciach, szczególnie jak są one robione zaraz po utwardzeniu się mani.
++ Z moich doświadczeń wynika, że taka metoda najlepiej ogranicza obkurczanie się lakierów na końcach paznokci podczas stosowania Seche/Poshe.
Porzućcie jednak nadzieję, żelki wszelkiej obkurczają się nieprzyzwoicie często niezależnie od tego jak Seche/Poshe się nałoży (chociaż są pozytywne wyjątki od tej reguły). Taki ich urok ;)
+ Wiele mani zaczyna mieć wytarte końcówki z dniowym opóźnieniem.
- Na niektórych lakierach może to powodować niestety odpryskiwanie lakieru (na szczęście są to baaardzo rzadkie przypadki, przynajmniej u mnie).
- - Nie wygląda to pięknie, jeżeli patrzy się na paznokcie od spodu (w pracy mi to trochę przeszkadzało na początku, ale już się nauczyłam nie pokazywać ludziom rąk od spodu ;>)
- (?) Zakładka po jakimś czasie może zacząć się złuszczać, co wygląda trochę jak złuszczające się płatki kocich pazurków (mi to wcale nie przeszkadza, ale niektórym może się nie podobać).
- Przy zmywaniu paznokci trzeba pamiętać o oczyszczeniu "spodów".
Niby minusów mi wyszło więcej, ale dwa pierwsze plusy dla mnie rekompensują wszelkie niedogodności.
No to teraz jak to wygląda. Podejrzewam, że malując na zakładkę można to zrobić na różne sposoby, pokażę oczywiście jak ja to robię. Nie jest to jedyny słuszny i prawidłowy sposób więc się nie przejmujcie za bardzo. Ale na mnie działa bardzo dobrze :)
1. Najpierw przygotowuję paznokcie do mani, co darowałam Wam na zdjęciach. Standardowo piłuję co trzeba (o ile trzeba), ale tym razem sobie darowałam, bo za chwilę i tak paznokcie szły do totalnego skrócenia. Odtłuszczam płytkę i nakładam bazę.
2. Tutaj zaczyna się mani "właściwy", czyli nakładanie lakieru kolorowego.
Zaczynam od nabrania niewielkiej ilości lakieru na pędzel, którym przejeżdżam po krawędzi paznokcia. Idealnie mi to nigdy nie wychodzi, ale też za bardzo się nie staram ;) Grunt to nie zalać sobie całego spodu paznokcia, co przy krótkich jest niezłym wyzwaniem.
Po pomalowaniu wygląda to tak jak na zdjęciu powyżej. Można zauważyć, że nie pomalowałam całego brzegu. Wydaje mi się to niepotrzebne, w dodatku jak nic, pobrudziłabym przy tym opuszki.
3. Bez ociągania zabieram się za malowanie całego paznokcia.
Tak wygląda paznokieć "z lotu ptaka" po zrobieniu zakładki ;> Jeżeli lakier wyschnie, to może zrobić się na płytce nieestetyczna krawędź, trudna czasem do zamaskowania. Dlatego bez zbędnych przerw trzeba nałożyć pierwszą warstwę kolorowego lakieru.
Jakby kogoś to interesowało, to zdradzę, że czerwony lakier to Sensique Strong & Trendy Nails nr 144 , o którym pisałam parę dni temu.
4. Krok oczywisty chyba, ale lepiej napiszę: w tym miejscu trzeba powtórzyć etapy 2 i 3 na kolejnych paznokciach ;p
5. Teraz nudy, czyli nakładanie kolejnych warstw kolorowego lakieru na wszystkie paznokcie.
Mówiłam, że nudy? ;p Dodam tylko, że w tym kroku nigdy nie robię zakładek, bo tylko pogrubiłoby to krawędź paznokcia i mogłoby obniżyć zdecydowanie trwałość mani.
6. Pora na top, czyli w moim przypadku Poshe.
(sorrki za ostrość zdjęcia, ale aparat stwierdził, że tło jest ciekawsze ^^")
Po kilku minutach (trzeba wyczuć nałożony wcześniej kolorowy lakier) można zabrać się za powtórzenie etapu 2 i 3, tylko z wybranym topem (Seche lub Poshe). Zwykle nakładam go trochę szczodrzej niż nakładałam lakier, żeby mieć pewność, że cała krawędź jest dobrze przykryta.
7. Od razu zabieram się za malowanie całego paznokcia Poshe.
Ten fragment przeważnie mnie dobija, bo zawsze mam wrażenie, że idealnie nałożyłam top, pokrywając cały kolorowy lakier, a później się okazuje, że jednak nie i gdzieniegdzie poobkurczało. Ale za to końcówki mam idealne. No chyba, że to był żelek ;)
KONIEC
Jak przyjdą Wam do głowy jakieś uwagi albo pytania, to się nie krępujcie. Chętnie uzupełnię tutka :)







No comments:
Post a Comment